Pierwsza wersja programu, która od razu pracuje
MVP to nie okrojone demo do pokazania na spotkaniu. To najmniejszy program, który zdejmuje z firmy jedną konkretną robotę i wchodzi do codziennego użytku po czterech tygodniach.
Co dostajesz zamiast prezentacji
Pierwsza wersja ma jedno zadanie. Ma przestać boleć to, co dziś boli najbardziej. Nie budujemy połowy dużego systemu, tylko całość jednego procesu, tak żeby dało się z niej korzystać w poniedziałek rano.
Różnica jest praktyczna. Program, który obsługuje jeden proces od początku do końca, wchodzi do firmy i zostaje. Program, który obsługuje połowę pięciu procesów, leży w zakładce i ludzie wracają do arkusza.
Dlatego pierwsze pytanie na rozmowie nie brzmi „co chcesz zbudować”, tylko „co dziś zajmuje najwięcej godzin i kto je traci”.
Dla kogo to jest
Pierwsza wersja opłaca się wtedy, gdy proces już istnieje i już kosztuje. Nie trzeba go wymyślać, trzeba go zdjąć z ludzi.
- Firma, która utknęła w arkuszuExcel działał do czasu. Teraz są cztery kopie tego samego pliku, nikt nie wie, która jest aktualna, a jedna osoba spędza wieczory na scalaniu.
- Firma, która przepisuje dane między programamiZamówienie przychodzi mailem, ktoś przepisuje je do arkusza, potem do programu magazynowego, na końcu do faktury. Cztery razy to samo, cztery okazje do pomyłki.
- Firma, która ma pomysł na produktChcesz sprawdzić, czy klienci zapłacą, zanim wydasz budżet na pełny system. Pierwsza wersja daje odpowiedź na prawdziwych użytkownikach, nie na ankiecie.
- Firma po nieudanym wdrożeniuPoprzedni wykonawca zniknął albo oddał coś, czego nikt nie używa. Zaczynamy od jednego procesu i pokazujemy działającą wersję co tydzień, żebyś nie kupował kota w worku drugi raz.
Jeżeli proces jest jeden, ale duży i mocno związany z resztą firmy, sensowniej wejść od razu w program pod procesy firmy, a nie w pierwszą wersję.
Kiedy MVP to zły pomysł
Mówimy o tym na pierwszej rozmowie, zanim policzysz budżet. Są sytuacje, w których pierwsza wersja to strata pieniędzy i lepiej zrobić coś innego.
- Gdy proces musi być kompletny od pierwszego dniaRejestracja czasu pracy, rozliczenia z urzędem albo ewidencja, która ma podstawę w przepisach, nie znosi wersji częściowej. Tu albo działa całość, albo nie wolno tego włączyć. W takich miejscach idziemy w gotowy produkt, na przykład Auresta RCP, zamiast budować od zera.
- Gdy nie wiadomo, kto będzie tego używałJeżeli w firmie nie ma osoby, która powie „to jest moje i ja tego pilnuję”, program nie wejdzie do użytku niezależnie od tego, jak dobrze go napiszemy. Najpierw ustalamy właściciela procesu.
- Gdy problemem jest sam proces, nie brak programuCzasem firma prosi o program, który utrwali bałagan. Jeżeli dwie osoby robią to samo w dwóch miejscach, program tego nie naprawi, tylko przyspieszy. Wtedy najpierw prostujemy proces, a dopiero potem go zdejmujemy.
- Gdy gotowe narzędzie wystarczyJeżeli to, czego potrzebujesz, robi program za kilkaset złotych miesięcznie, powiemy to wprost i nie weźmiemy zlecenia. Budowanie własnego ma sens wtedy, gdy proces jest na tyle Twój, że gotowe pudełko go nie obsłuży.
To nie jest kurtuazja. Odradziliśmy kilka projektów i wolimy stracić zlecenie niż oddać coś, co przeleży rok bez użytkowników.
Co wchodzi w pierwszą wersję
Zakres ustalamy na bezpłatnej rozmowie i zapisujemy przed startem. Poniżej to, co zwykle mieści się w pierwszych czterech do ośmiu tygodniach, i to, co świadomie zostawiamy.
Wchodzi
- Jeden proces od początku do końcaOd momentu, w którym dane wchodzą do firmy, po moment, w którym wychodzi z nich wynik. Bez luk, które trzeba łatać arkuszem.
- Logowanie i roleKażdy widzi swoje. Pracownik hali nie ogląda cennika, a biuro nie musi pilnować, kto co otworzył.
- Wczytanie tego, co już maszDane z arkuszy wchodzą importem, z podglądem i sprawdzeniem każdej linii przed zapisem. Nikt nie przepisuje ręcznie historii.
- Widok na telefonie albo tablecieTam, gdzie proces dzieje się poza biurkiem. Hala, magazyn, recepcja, auto.
- Eksport do ExcelaBo księgowość i tak poprosi o zestawienie. Wyjście z danych jest od pierwszego dnia, żeby nikt nie czuł się zamknięty.
- Uruchomienie na serwerze i szkolenie zespołuProgram stoi tam, gdzie ma stać, ludzie wiedzą, jak go używać, a Ty masz dostęp do kodu.
Zostaje na później
- Integracje z systemami, których jeszcze nie ruszamyPodłączenie księgowości albo sklepu robimy w drugim etapie, gdy pierwszy proces już działa i wiadomo, czego naprawdę brakuje.
- Rozbudowane raporty i wykresyNa starcie wystarczy eksport. Raport buduje się dobrze dopiero wtedy, gdy w bazie są prawdziwe dane z kilku tygodni.
- Aplikacja mobilna ze sklepuWidok na telefonie działa w przeglądarce. Osobna aplikacja to osobny projekt i rzadko jest potrzebna od razu.
- Wszystko, co brzmi „przyda się kiedyś”Zapisujemy to na liście i wracamy po starcie. Połowa tych rzeczy okazuje się niepotrzebna, gdy proces już działa.
Lista rzeczy odłożonych nie znika. Wraca na rozmowie po starcie i wtedy decydujesz, co wchodzi do drugiego etapu.
Jak wygląda tydzień pracy
Pracujemy tygodniami. Na koniec każdego dostajesz działającą wersję pod adresem, który możesz otworzyć i kliknąć. Nie zrzuty ekranu i nie raport z postępu.
- 1Ustalamy i pokazujemy szkieletRozpisujemy proces na kroki i budujemy klikalny szkielet. Na koniec tygodnia widzisz układ ekranów i mówisz, gdzie to nie pasuje do tego, jak pracujecie.
- 2Wchodzą dane i logowanieProgram zaczyna zapisywać. Wczytujemy Twoje dane z arkusza, wchodzą konta i role. Od tego momentu da się na tym pracować na próbę.
- 3Domykamy procesOstatnie kroki procesu, eksport, widok na telefonie. W tym tygodniu zwykle wychodzą rzeczy, o których nikt nie pomyślał na starcie, i to jest normalne.
- 4Uruchomienie i szkolenieProgram idzie na serwer, zespół dostaje szkolenie, Ty dostajesz dostęp do kodu. Od tej chwili pracujecie na żywo, a my siedzimy przy telefonie.
Przy większym zakresie tygodni jest sześć albo osiem. Rytm zostaje ten sam, co tydzień działająca wersja, a płatność idzie w ratach za kolejne etapy.
Przykład zakresu, na liczbach
Firma usługowa, dziewięć osób, zlecenia przychodzą mailem i telefonicznie. Jedna osoba prowadzi wszystko w arkuszu i przepisuje to potem do faktur. Tak wygląda rachunek przed i po.
- Osoby pracujące na zleceniach
- 9
- Zleceń miesięcznie
- ok. 180
- Przepisywanie i scalanie arkuszy
- 6 godzin tygodniowo
- Szukanie, co ustalono z klientem
- 3 godziny tygodniowo
- Poprawki po pomyłkach w przepisywaniu
- 2 godziny tygodniowo
- Razem do odzyskania
- 11 godzin tygodniowo
- Zakres pierwszej wersji
- 4 tygodnie
Przy jedenastu godzinach tygodniowo pierwsza wersja zwraca się zwykle w kilka miesięcy.
To przykład, nie Twoja wycena. Dokładny rachunek robimy na bezpłatnej rozmowie, na Twoich liczbach, i dopiero potem podajemy jedną stałą cenę na piśmie.
Najczęstsze błędy przy pierwszej wersji
Widzieliśmy je u siebie i u firm, które przychodzą po nieudanym wdrożeniu. Każdy z nich kosztuje tygodnie.
- 1Zakres ustalony listą życzeńGdy zakres powstaje z zebrania, na którym każdy dorzuca swoje, pierwsza wersja rośnie do pół roku i nikt jej nie widzi po drodze. Zakres ma wynikać z jednego procesu, nie z listy działów.
- 2Budowanie pod wyjątek, nie pod regułęFirma opisuje najtrudniejszy przypadek z zeszłego roku i program powstaje pod niego. Potem okazuje się, że dziewięćdziesiąt procent zleceń wygląda zupełnie inaczej i jest niepotrzebnie skomplikowane.
- 3Odkładanie danych na koniecImport zostawiony na ostatni tydzień to najczęstsza przyczyna poślizgu. Prawdziwe dane zawsze są brudniejsze niż zapowiadano, dlatego wczytujemy je w drugim tygodniu.
- 4Brak osoby po stronie firmyJeżeli nie ma kogoś, kto co tydzień obejrzy wersję i powie „tak” albo „nie”, decyzje podejmuje wykonawca. To zawsze kończy się programem, który pasuje do wyobrażeń wykonawcy, nie do firmy.
- 5Traktowanie startu jak końcaPierwsze dwa tygodnie po uruchomieniu to moment, w którym widać prawdę. Kto na starcie zamyka projekt i znika, ten zostawia firmę z programem, którego nikt nie poprawił po pierwszym zderzeniu z rzeczywistością.
Jak to wyglądało u klienta
Obiekt hotelarski na Podkarpaciu, kilkudziesięciu pracowników recepcji, kuchni, SPA i sprzątania, w większości na zmianach. Ewidencja czasu pracy szła na papierowych listach obecności, a nadgodziny liczono ręcznie w Excelu na koniec miesiąca. Zdarzały się pomyłki i spory z pracownikami, a ludzie odbijali się nawzajem.
Zaczęliśmy od jednego procesu, nie od całej platformy. Pierwszy działający moduł to Auresta RCP, czyli rejestracja czasu pracy z terminalem, logowaniem jednorazowym kodem QR albo PIN-em i liczeniem nadgodzin bez arkusza. Działa na serwerze klienta, więc dane pracowników zostają u niego.
Efekt jest prosty do sprawdzenia. Papierowe listy obecności zniknęły, a główna księgowa prowadzi pełną ewidencję i miesięczne raporty zdalnie, będąc na opiece nad dzieckiem. Reszta platformy powstaje etapami, już na działającym fundamencie.
- 0papierowych list obecności
- 16typów nieobecności wg Kodeksu pracy
- zdalniepełna ewidencja i raporty
- u klientadane zostają na jego serwerze
Całą historię tego wdrożenia opisaliśmy w realizacji Auresta RCP, razem z listem referencyjnym od klienta.
Pytania, które słyszymy najczęściej
Q.1Ile kosztuje MVP?
Jedną stałą cenę podajemy na piśmie po bezpłatnej rozmowie. Nie mamy cennika na stronie, bo cena zależy od tego, ile kroków ma proces i skąd wchodzą dane, a to widać dopiero po rozmowie. Na rozmowie liczymy dwie rzeczy: ile godzin tygodniowo tracisz dziś na ręcznej robocie i po ilu miesiącach program się zwróci. Płatność idzie w ratach za kolejne etapy, nie z góry.
Q.2Ile trwa budowa pierwszej wersji?
Od czterech tygodni. Cztery tygodnie to jeden proces od początku do końca, z logowaniem, wczytaniem danych i uruchomieniem. Sześć do ośmiu tygodni, gdy dochodzi drugi proces albo podłączenie do programu, który już masz. Termin zapisujemy razem z ceną przed startem.
Q.3Czym MVP różni się od gotowej aplikacji?
Zakresem, nie jakością. Pierwsza wersja obsługuje jeden proces kompletnie i jest napisana tak samo porządnie jak reszta, więc rozbudowuje się ją dalej, a nie wyrzuca. Różnica polega na tym, że świadomie odkładamy raporty, integracje i rzeczy z kategorii „przyda się kiedyś”, aż zobaczymy prawdziwe dane.
Q.4Co, jeśli po starcie okaże się, że czegoś brakuje?
To jest scenariusz przewidziany, nie awaria. Po uruchomieniu zbieramy uwagi z pierwszych dwóch tygodni pracy i to one układają drugi etap. Dlatego nie znikamy po starcie i dlatego lista rzeczy odłożonych jest spisana, a nie wyrzucona.
Q.5Czyj jest kod i dane?
Twoje, od pierwszego dnia. Dostajesz dostęp do repozytorium od początku, nie po zapłaceniu ostatniej raty. Program może stać na Twoim serwerze. Gdybyś kiedykolwiek chciał iść dalej z kimś innym, zabierasz całość i nie prosisz nas o zgodę.
Q.6Czy muszę wiedzieć dokładnie, czego chcę?
Nie, wystarczy, że wiesz, co boli. Zakres układamy razem na bezpłatnej rozmowie, wychodząc od procesu, który dziś zjada najwięcej godzin. Jeżeli obraz jest bardzo mglisty, zaczynamy od tygodnia analizy i wtedy dostajesz rozpisany zakres z terminem, jeszcze przed decyzją o budowie.
Q.7Kto to buduje? Czy zlecacie komuś dalej?
Nie zlecamy nikomu. Projekt prowadzi nasz zespół i to z nami rozmawiasz przez cały czas, bez opiekuna klienta pośrodku. To też powód, dla którego nie bierzemy wszystkiego, co przychodzi.
Q.8Co, jeśli mam dane w Excelu od kilku lat?
Wczytujemy je importem, w drugim tygodniu pracy. Plik wchodzi z podglądem i sprawdzeniem każdej linii przed zapisem, więc widać, co się nie zgadza, zanim trafi do bazy. Robimy to wcześnie właśnie dlatego, że prawdziwe dane zawsze są bardziej połamane, niż się wydaje.
Q.9Czy pierwszą wersję da się potem rozbudować?
Tak i to jest cały sens takiej kolejności. Piszemy ją tak, żeby drugi proces dokładało się do istniejącego fundamentu, a nie obok niego. U jednego z klientów pierwszy moduł ruszył produkcyjnie, a reszta platformy powstaje etapami na tym, co już działa.
Zanim zapytasz o wycenę
Trzy teksty, które odpowiadają na pytania zadawane najczęściej przed pierwszą rozmową.
Powiedz, co dziś robi się ręcznie
Bezpłatna rozmowa, po niej stała cena i termin na piśmie. Bez zobowiązań i bez opłat z góry.


